Różne różniste ciekawe teksty


Idź do treści

Rozdzial 9

Nie ma sprawy, Janet - powiedział JayPeg. - Jaki jest powód?- Ma oprowadzić wycieczkę z sierocińca.Po kilkunastu metrach trafiła na schody i trzymając się metalowej poręczy, zbiegła na parter. Zobaczyła ich od razu. Stali naprzeciw okrągłej recepcji. Wszyscy wyglądali prawie tak samo: granatowe kurtki z ortalionu były szczelnie dopięte pod szyją, a pomarańczowe kaptury zachodziły głęboko na oczy. Stary ochronarz przyglądał się im z zaciekawieniem, bo widoczne spod kapturów twarzyczki wydawały się bardzo blade i wychudzone. Drugi pochylił się nad jednym z dzieciaków.- No to co chcecie zobaczyć? - To. - Malec wskazał na konsolę.- Chcesz się pobawić?- Tak.- Dobrze, mały. Zaraz coś wymyślimy. - Podszedł do dziecka i usadził je na obrotowym krześle, anastępnie zablokował wejście do systemu i odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami.- Polecenie Ortegi, a skoro Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na najmłodszego z zespołu, po czym odwrócił się do pozostałych i klasnął w dłonie. - Przerwa na kawę. Programiści skinęli głowami i wyszli za nim, a dzieci usiadły za konsolami i zaczęły zabawę w strzelanego. Naciskały zgrubienia na padach, ale czyniły to bez entuzjazmu. Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony. - Bergman. Awaria w Kalispell.- Do Klispell?- No przecież sam mi pan kazał.- Ja? Kiedy?- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary. - Nieślubne? - Tony zniżył konspiracyjnie głos.- Ba! - Mike wzniósł do góry palec wskazujący, a potem zrobił w tył zwrot i odmaszerował.Gdy drzwi się zasunęły, manager znów przystąpił do skubania brody. Trwało to ponad pół minuty. Oczywiście trudno postronnemu obserwatorowi precyzyjnie określić, co działo się pod okrytą rudym włosem czaszką, w każdym razie efektem tych przemyśleń był kolejny telefon.- Co jest, Tony? - spytał Ortega, podnosząc słuchawkę.- Dzwonię, żeby powiedzieć, że one są bardzo inteligentne. To od razu widać.- To je zaadoptuj! - W prawym oku dyrektora pojawił się nerwowy tik. - Tylko nie informuj mnie już o tym. - Przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później przeciągnął głową po rzednących włosach i położył nogi na biurku. - Wczoraj był odjechany dzień, ale dziś to już kompletnie wszystkim odwala od samego rana.Gdy zmęczony zarządzaniem Ortega ocierał czoło, w pomieszczeniu napięcie udzieliło się wreszcie dziewczynie. Delikatnie ścisnęła i rozkurczyła uda. Później udając, że poprawia włosy, dotknęła ramieniem swędzących brodawek.- Ale zgodzisz sę? - Najpierw usiądź, Janet.Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony drwal na widok połcia słoniny. - Może dałoby się coś zrobić dla małej Janet. Gdyby tylko znów zrobiła się milusia? Dziewczyna nie odwzajemniła uśmiechu. Szybko nalała sobie miarkę burbona, a potem spojrzała mu w oczy i wypiła do dna.- To co, zgodzisz się? - zapytała rzeczowo.- Ale w zimie nie ma tam wędkarzy.- Nie bądź żałosny, Jose. - Chodzi ci o wycieczkę, tak?Spojrzała bystro, ale nic nie odpowiedziała.- Zupełnie nie mogę zrozumieć, co cię napadło. W Montanie jest tyle pięknych miejsc. Dlaczego sierociniec się uparł, żeby pokazać dzieciakom firmę softwarową? Co tu jest ciekawego do oglądania?Dopiła drinka, a później odłożyła pustą szklankę na blat. - Weekend w Canyon Creek - odparła rzeczowo.- Aleś się konkretna zrobiła, Janet. Nie tak prędko. Najpiew polej jeszcze po lufce.Gdy przygotowywała drinki, podniósł się, podszedł do wyjścia i przekręcił klucz. Na szczęk zamka odwróciła głowę, ale nie zaprotestowała. Wracając wziął od niej szklankę i rozparł się w fotelu. Chwilę pili w milczeniu. Później Janet wyciągnęła z kieszonki niewielką żółtą kartkę.- To co, mogę cię połączyć?- OK, ale najpierw usiądź mi na kolanach. - Po co?- Usiądź, to się dowiesz.- Jak usiądę to porozmawiasz z nimi, tak?Nie odpowiedział. Obrócił się na bok i wskazał ręką grube uda. Czarne spodnie wykonano z wysokogatunkowej wełny. Brązowy pasek cierpiał solidarnie z guzikami koszuli, mocując się z okazałym brzuchem, który już od wielu lat toczył przeciw nim skazaną na niepowodzenie wojnę o mehr Lebensraum.- Siadaj!- I wtedy się zgodzisz?- Wtedy pomyślę - zaśmiał się.Panujące w pomieszczeniu napięcie udzieliło się wreszcie dziewczynie. Delikatnie ścisnęła i rozkurczyła uda. Później udając, że poprawia włosy, dotknęła ramieniem swędzących brodawek.- Ale zgodzisz sę? - Najpierw usiądź, Janet.Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony drwal na widok połcia słoniny. - Może dałoby się coś zrobić dla małej Janet. Gdyby tylko znów zrobiła się milusia? Dziewczyna nie odwzajemniła uśmiechu. Szybko nalała sobie miarkę burbona, a potem spojrzała mu w oczy i wypiła do dna.- To co, zgodzisz się? - zapytała rzeczowo.- Aleś się konkretna zrobiła, Janet. Nie tak prędko. Najpiew polej jeszcze po lufce.Gdy przygotowywała drinki, podniósł się, podszedł do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka? - Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.- Nie ma za co, Mark - odparła.- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.- Słucham?- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź.- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.- Wyjedź, Janet i nie odprowadzajnas. Sami trafimy. - Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nimi.Oniemiała dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta wzrósł o kolejne dziewięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź.- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.- Wyjedź, Janet i nie odprowadzajnas. Sami trafimy. - Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nimi.Oniemiała dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem brwi.- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym w płaski ekran - ...i wróciło.- Dobrze. Załaduj. Ja czytam sektor za sektorem.- I jak?- Poszło. Dopisz źródła do wolnych. Później zmień tablicę alokacji.- Poznają.- To zmień tak, żeby nie poznali.- Już.- Sprawdzam... OK. Wyczyść logi.- Logi czyste.- No to finito. Czyścimy.Przywrócenie pracowni do stanu poprzedniego trwało mniej niż minutę. Drugą zajęło pochowanie urządzeń do hakingu i doprowadzenie garderoby do ładu. Gdy tylko zamki błyskawiczne zakryły nagie ciała, stojący przy szybie malec usiadł przy konsoli i trójka dzieci znów zaczęła bez zainteresowania grać w sieciową strzelankę. Taki też widok ukazał się oczom powracających z przerwy mężczyzn.- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.- Chcemy wracać.

tanie serwery - okulary przeciwsłoneczne - przedłużanie włosów - hotel mazury - Sportingbet - Sporty zimowe - Joga w warszawie - METODA CALLANA - autyzm - Działki Sosnowiec - zarządzanie nieruchomościami - Kabiny prysznicowe - Aktualności motoryzacyjne - Oferty Pracy Bielsko

Powrót do treści | Wróć do menu głównego