Różne różniste ciekawe teksty


Idź do treści

Rozdzial 8

Zmieniła nazwisko. Wiem, że kłamie o rodzicach. Nie zginęły obydwa. Ojciec tylko. Matka wyparła się. Kochanek nie chciał. Janet w sierociniec. Straszna, straszne, ale prawda.Potok symboli płynął gdzieś z głębin cyfrowego świata. Pracownicy machali na powitanie i uśmiechali się, jednak twarze dzieci pozostawały nieruchome. Po jakimś czasie. - To nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?Głos po drugiej stronie terkotał jak projektor filmowy.- Nie uwaliłem się jak prosię - przerwał jej Ortega. - Jestem trzeźwy i żądam wyjaśnień. Przynosisz mi wstyd. Wiesz, że Hamilton tylko czeka, żeby mi się noga powinęła, żeby... - urwał w połowie zdania. Tłuste podgardle falowało, a on robił się coraz bardziej czerwony.- Sama się lecz, wariatko! - huknął po chwili, gniotąc słuchawkę. Delikatny trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!- Ale dlaczego tak wam zależy na ej wycieczce? - wpisała.- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się już bardzo szeroko.- Sam sobie zrób, dupku - powiedziała, wyraźnie akcentując każdy wyraz.---Pierwszy rozdział książki Eryka Algo "Nowy Gracz" Copyright (c) by Książka i Wiedza 2003Tu jest kontynuacja: http://www.erykalgo.com/popo1.htm rozkurczyła uda. Później udając, że poprawia włosy, dotknęła ramieniem swędzących brodawek.- Ale zgodzisz sę? - Najpierw usiądź, Janet.Szybkim ruchem dopiła resztę whisky. Później wstała i podeszła do Ortegi. Nie usiadła. Stanęła obok i opuściła bezradnie ręce. Napięcie sięgnęło szczytu. Nagłym ruchem objął ją wpół i posadził na kolanach, bokiem do siebie. Lewą ręką objął za szyję, a prawą rozpiął bluzkę i uwolnił kształtną pierś. Sutek był sinoczerwony i twardy i mężczyzna przylgnął do niego jak wygłodzony drwal na widok połcia słoniny. - Może dałoby się coś zrobić dla małej Janet. Gdyby tylko znów zrobiła się milusia? Dziewczyna nie odwzajemniła uśmiechu. Szybko nalała sobie miarkę burbona, a potem spojrzała mu w oczy i wypiła do dna.- To co, zgodzisz się? - zapytała rzeczowo.- Aleś się konkretna zrobiła, Janet. Nie tak prędko. Najpiew polej jeszcze po lufce.Gdy przygotowywała drinki, podniósł się, podszedł do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się już bardzo szeroko.- Sam sobie zrób, dupku - powiedziała, wyraźnie akcentując każdy wyraz.---Pierwszy rozdział książki Eryka Algo "Nowy Gracz" Copyright (c) by Książka i Wiedza 2003Tu jest kontynuacja: http://www.erykalgo.com/popo1.htmonsolę.- Chcesz się pobawić?- Tak.- Dobrze, mały. Zaraz coś wymyślimy. - Podszedł do dziecka i usadził je na obrotowym krześle, anastępnie zablokował wejście do systemu i odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i przekręcił klucz. Na szczęk zamka odwróciła głowę, ale nie zaprotestowała. Wracając wziął od niej szklankę i rozparł się w fotelu. Chwilę pili w milczeniu. Później Janet wyciągnęła z kieszonki niewielką żółtą kartkę.- To co, mogę cię połączyć?- OK, ale najpierw usiądź mi na kolanach. - Po co?- Usiądź, to się dowiesz.- Jak usiądę to porozmawiasz z nimi, tak?Nie odpowiedział. Obrócił się na bok i wskazał ręką grube uda. Czarne spodnie wykonano z wysokogatunkowej wełny. Brązowy pasek cierpiał solidarnie z guzikami koszuli, mocując się z okazałym brzuchem, który już od wielu lat toczył przeciw nim skazaną na niepowodzenie wojnę o mehr Lebensraum.- Siadaj!- I wtedy się zgodzisz?- Wtedy pomyślę - zaśmiał się.Panujące w pomieszczeniu sekcji programowania systemowego. Trójka dzieciaków stała w rządku i z uwagą przypatrywała się brodatej twarzy. Manager nosił przydługi sweter i miał ognistorudą czuprynę.- Ale co to są za dzieci? - zapytał. - Przecież Lakeside to największa dziura w całej Montanie. Nie mogą zwiedzać czegoś innego? W okolicy jest tyle pięknych miejsc. Dlaczego sierociniec się uparł, żeby pokazać dzieciakom firmę softwarową? Co tu jest ciekawego do oglądania?Dopiła drinka, a później odłożyła pustą szklankę na blat. - Weekend w Canyon Creek - odparła rzeczowo.- Aleś się konkretna zrobiła, Janet. Nie tak prędko. Najpiew polej jeszcze po lufce.Gdy przygotowywała drinki, podniósł się, podszedł do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka? - Tak. Dziękujemy - odpowiedziała chłodno, stawiając tacę na biurku.- Lód? Czy to znaczy, że mała Janet znów będzie milusia? - Zaśmiał się, a potem, zgasił papierosa i ciężko podniósł się z fotela. Wysoki wzrost odwracał uwagę od wystającego brzucha. Okrążył biurko i zaszedł ją do tyłu. Brązowy płyn wypełnił jedną trzecią szklanki, gdy poczuła na karku przyspieszony oddech. Jedna ręka objęła jej piersi. Druga zaplątała się we włosach.- Pięknie pachniesz - szepnął prosto do ucha. - Ten zapach prześladuje mnie całymi dniami, Janet. Nawet nocami nie potrafię go zapomnieć.- Przestań, Jose. Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci widywały ojca. Jestem po prostu zaharowany. Wiesz, że robię to dla was, więc przestań. Omówimy to w domu. Teraz mam naradę. Muszę kończyć. Pa.Krótki trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.- Ach, no tak. To tylko na parę minut. Zaraz powiem Janet, żeby znalazła jakąś piastunkę iodeślę je do domu.- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.- No tak. Mike mi ich przyprowadził.- To dlaczego akurat ja? Jestem do cholery programistą. Pro! Gra! Mis! Tą! - powtórzył akcentując każdą sylabę. - A do tego mam mnóstwo roboty na głowie.- Ktoś to musi zrobić. - Janet wzruszyła ramionami. - Może zadzwoń do Ortegi i powiedz mu o tym.- Zadzwoń, zadzwoń - mruknął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.- To co, zejdę po dzieciaki i przyprowadzę pod drzwi, OK?- OK, OK. - Mike machnął na odczepnego ręką, a ona ruszyła z powrotem. Po kilkunastu sekundach drzwi się otworzyły. Za progiem stał Mike.- To są te dzieciaki? - zapytał.- Nic, Roger. Masz tu trzy kałamarze. Pobaw się z nimi.- Co?- Co, co? Masz się zająć dziećmi i koniec.- Zwariowałeś?- Ja zwariowałem!? Pogadaj z Ortim. To jego pomysł. - Ale co ja mam z nimi robić?- A rób sobie co chcesz. Mnie to lata.- To dzieci Ortegi?- A bo ja wiem? - odparł Mike, a potem przymrużył jedno oko. - Nie. No co ty bredzisz, człowieku. Przecież on ma dwie dziewczynki. Tak się złożyło, że o tym wiem, bo ostatnio zaprosił mnie na niedzielny obiad. - Mówiąc to wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary. - Nieślubne? - Tony zniżył konspiracyjnie głos.- Ba! - Mike wzniósł do góry palec wskazujący, a potem zrobił w tył zwrot i odmaszerował.Gdy drzwi się zasunęły, manager znów przystąpił do skubania brody. Trwało to ponad pół minuty. Oczywiście trudno postronnemu obserwatorowi precyzyjnie określić, co działo się pod okrytą rudym włosem czaszką, w każdym razie efektem tych przemyśleń był kolejny telefon.- Co jest, Tony? - spytał Ortega, podnosząc słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców szarpał go za rękaw.- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.- U mnie też czysto - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze. Kursor migał.- OK - wpisała po dłuższej chwili.- Dziękuję. - Odpowiedź nadeszła natychmiast i zdalny rozmówca rozłączył się. Zaraz po tym zadzwonił telefon. Janet podskoczyła, jakby zobaczyła ducha, ale po sekundzie opanowała się i podniosła słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Może zorganizujemy w ten weekend jakiś wspólny wypad? Bo ja wiem, choćby do Canyon Creek. Jak dawniej, Jose? - Tak, Janet. Tak, mój kwiatuszku. Wszystko co zechcesz.- Ale najpierw, Jose.- Co najpierw? - Nieprzytomny wzrok napotkał podkreślone tuszem, zielone oczy. Patrzyły uważnie i bez emocji. - Najpierw cię połączę z sierocińcem.

Bukmacherka - Choroby układu krążenia - prace magisterskie - gry bijatyki - Opony - Apteka internetowa - Kolorowe soczewki kontaktowe - Tanie książki - Toto Mix - Sportingbet - agencja promocji - imprezy okolicznościowe - szkolenia językowe dla firm Poznań - nauka niemieckiego

Powrót do treści | Wróć do menu głównego