Różne różniste ciekawe teksty


Idź do treści

Rozdzial 7

Dobrze, mały. Zaraz coś wymyślimy. - Podszedł do dziecka i usadził je na obrotowym krześle, anastępnie zablokował wejście do systemu i odwrócił się do pozostałych i klasnął w dłonie. - Przerwa na kawę. Programiści skinęli głowami i wyszli za nim, a dzieci usiadły za konsolami i zaczęły zabawę w strzelanego. Naciskały zgrubienia na padach, ale czyniły to bez entuzjazmu. Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony. - Bergman. Awaria w Kalispell.- Do Klispell?- No przecież sam mi pan kazał.- Ja? Kiedy?- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na niego.- No, te dzieci.- Bo ja wiem, Terry. Dzieci jak dzieci. Wielki Orti każe wpuszczać, to wpuszczamy. Co w tym dziwnego?- A masz dzieci?- Jeszcze nie.- A ja już odchowałem trójkę. Najstarszy będzie trochę młodszy od ciebie. Powiem ci jedno, Stanley, te dzieciaki są inne. Widziałeś, że one w ogóle się nie śmiały. Nawet nie gadały ze sobą. Stały jak cielaki w rzeźni.- Wydawało ci się, Terry.- Nie. - Strażnik przeciągną w zamyśleniu dłonią po siwiejącym wąsie. - Mówię ci, coś tu jest nie tak.- Co, Terry? Co jest nie tak? - Stanley ziewnął ze znużeniem. Kilka tysięcy wieczorów przed telewizorem z górą frytek i piwem do reszty zdołały stępić niezbyt lotny od urodzenia mózg.- Gdybym wiedział co, to bym się ciebie nie pytał.- E tam, gadanie. Dzieci jak dzieci. Jedne są wesołe, a inne nie. Może oglądasz za dużo horrorów? - Obejrzał się, czy nikt nie idzie, i rozczapierzył ręce. Potem wywrócił białka oczu do góry i sztywnym krokiem zaczął się zbliżaćdo kolegi. Z bladą twarzą i wystającym brzuchem wyglądał jak karykatura Frankensteina. - Obcy są wśród nas. Rozkaz, zniszczyć Ziemian.- Nie rób sobie jaj. Jeszcze coś wykraczesz i dopiero będzie. Tak tylko mówiłem.Dialogu ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się, zanim dotknęła metalowych drzwi.- Witam w Lakeside Software.- Cześć JayPeg. Wywołaj Mike'a.- Za chwileczkę, panno Braxton - uśmiechnął się do niej z daleka.- A opiekun? - zapytała.- Odbierze po wycieczce. Nie martwić się. Prowadzić.Janet popatrzyła na strażników, ale wydawało się, że nie słyszeli ostatniej wypowiedzi, więc znów pochyliła się nad interkomem.- Już przyszli. Chce pan ich oprowadzić, inżynierze Ortega. Nie mam nawet dyplomu.Mężczyzna wziął napój i mrużąc oczy przed blaskiem chowającego się za ośnieżone szczyty słońca, doszedł do fotela, usiadł na nim i wyciągnął przed siebie nogi. Plastikowe kółka przejechały kilka centymetrów, a guziki wytężyły wszystkie siły, żeby utrzymać brzuch za jasnokremową koszulą.- Janet - westchnął - czemu od miesiąca robisz mi fochy? Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.- Do Klispell?- No przecież sam mi pan kazał.- Ja? Kiedy?- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.- Ale co się stało?- Witam szefie - odezwał się po jakimś czasie Mike zatrzymał się i odwrócił w stronę wycieczki.- Tylko co ja mam wam właściwie pokazać? - My tam - Stojący na czele chłopiec odsunął na bok dwóch innych i pokazał drzwi na końcu korytarza, gdzie Mike negocjował przekazanie balastu z sekcją programowania systemowego Tony pochylił się nad jednym z dzieciaków.- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.- W Kalispell?- Tak. Nie mogą się zalogować. Jedź tam i sprawdź. - Ale, szefie, ja jestem programistą. Nie może tego zrobić jakiś admin.- Tak wyszło, Bergman. To pilne.- Ale co z tymi dzieciakami?- To tylko dzieci. Jedź! Zaraz ktoś cię zmieni. - Połączenie zosało przerwane. Bergman opuścił komórkę i chwilę stał, jakby się wahał, a później wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i po krótkim marszu dotarła do metalowych, rozsuwanych drzwi. Doxer zgłosił się, zanim dotknęła metalowych drzwi.- Witam w Lakeside Software.- Cześć JayPeg. Wywołaj Mike'a.- Za chwileczkę, panno Braxton. - Ton polecenia był bardzo oficjalny.- Dyrektor na linii, proszę pani. - Janet wcisnęła klawisz uruchamiający sesję.- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź.- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.- Wyjedź, Janet i nie odprowadzajnas. Sami trafimy. - Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nimi.Oniemiała dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem brwi.- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.

nazdrowie.farmacja21.com - transport warszawa - prace magisterskie - Agencja nieruchomości - biuro tłumaczeń - Kubki reklamowe - Hosting - tapety krajobrazy - biżuteri - mazury imprezy integracyjne - Interia - Lampy - Spa - Komody

Powrót do treści | Wróć do menu głównego