Menu główne:
Czy ten Ortega zwariował? No powiedz sama, Janet, czy ja wyglądam na niańkę?- Nie, Mike - zaśmiała się. - Zdecydowanie nie wyglądasz na niańkę.- To dlaczego mi o tym mówisz?- No, chciałem tylko powiedzieć, że bardzo są fajn te chłopaki.- Jakie chłopaki?- No te, co zwiedzają naszą sekcję.- Dobrze się czujesz, Tony? - Ortega parokrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.- Słucham?- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź.- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.- Wyjedź, Janet i nie odprowadzajnas. Sami trafimy. - Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nimi.Oniemiała dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta wzrósł o kolejne dziewięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów.- Niezłe tempo. - Dziewczyna zsunęła poły bluzki i zrobiła gest, jakby chciała wstać.- Dobrze, już dobrze, kobeto, łącz mnie, skoro to takie ważne. - Ortega machnął ze złością ręką. Grymas wściekłości kontrastował z uśmiechem triumfu na zarumienionej twarzy Janet. Dziewczyna uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku mahoniowego segmentu w rogu sekretariatu. Gdy usiadła za biurkiem, latający po ekranie Hermes obwieścił, że ma nową pocztę. E-mail był z banku i donosił, że stan jej konta wzrósł o kolejne dziewięćdziesiąt pięć tysięcy dolarów. Uśmiechnęła się, kątem oka zauważając otwarty program komunikacyjny. Rumiana buźka sygnalizowała, że ma kogoś na łączu. Nacisnęła klawisz uruchamiający sesję.- Witaj, Janet - litery pojawiały się jedna za drugą. - Pomogłaś mi. Teraz wyjedź.- Ale... - Zawirowało jej w oczach. Jedną ręką oparła się o ścianę, a drugą objęła czoło.- Wyjedź, Janet i nie odprowadzajnas. Sami trafimy. - Płomień na dnie oczu zgasł. Mark chwycił za rękę pierwszego z brzegu chłopca i ruszył do wyjścia. Pozostałe dzieci również uformowały pary i podążyły za nimi.Oniemiała dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem brwi.- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym w płaski ekran - ...i wróciło.- Dobrze. Załaduj. Ja czytam sektor za sektorem.- I jak?- Poszło. Dopisz źródła do wolnych. Później zmień tablicę alokacji.- Poznają.- To zmień tak, żeby nie poznali.- Już.- Sprawdzam... OK. Wyczyść logi.- Logi czyste.- No to finito. Czyścimy.Przywrócenie pracowni do stanu poprzedniego trwało mniej niż minutę. Drugą zajęło pochowanie urządzeń do hakingu i doprowadzenie garderoby do ładu. Gdy tylko zamki błyskawiczne zakryły nagie ciała, stojący przy szybie malec usiadł przy konsoli i trójka dzieci znów zaczęła bez zainteresowania grać w sieciową strzelankę. Taki też widok ukazał się oczom powracających z przerwy mężczyzn.- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopiec wstał i złapał go za sweter.- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.- Do Klispell?- No przecież sam mi pan kazał.- Ja? Kiedy?- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na niego.- No, te dzieci.- Bo ja wiem, Terry. Dzieci jak dzieci. Jedne są wesołe, a inne nie. Może oglądasz za dużo horrorów? - Obejrzał się, czy nikt nie idzie, i rozczapierzył ręce. Potem wywrócił białka oczu do góry i sztywnym krokiem zaczął się zbliżaćdo kolegi. Z bladą twarzą i wystającym brzuchem wyglądał jak karykatura Frankensteina. - Obcy są wśród nas. Rozkaz, zniszczyć Ziemian.- Nie rób sobie jaj. Jeszcze coś wykraczesz i dopiero będzie. Tak tylko mówiłem.Dialogu ochroniarzy nie słyszała oddalona o jedno piętro Janet. Tak jak poprzednio, doxer odezwał się, zanim dotknęła metalowych drzwi.- Witam w Lakeside Software tworzy oprogramowaniem, dwa telefony komórkowe, a nawet zestaw najróżniejszych śrubokrętów. Jedno z dzieci podeszło do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka? - Tak. Dziękujemy - odpowiedziała chłodno, stawiając tacę na biurku.- Lód? Czy to znaczy, że mała Janet znów będzie milusia? - Zaśmiał się, a potem, zgasił papierosa i ciężko podniósł się z fotela. Wysoki wzrost odwracał uwagę od wystającego brzucha. Okrążył biurko i zaszedł ją do tyłu. Brązowy płyn wypełnił jedną trzecią szklanki, gdy poczuła na karku przyspieszony oddech. Jedna ręka objęła jej piersi. Druga zaplątała się we włosach.- Pięknie pachniesz - szepnął prosto do ucha. - Ten zapach prześladuje mnie całymi dniami, Janet. Nawet nocami nie potrafię go zapomnieć.- Przestań, Jose. Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?Głos po drugiej stronie terkotał jak projektor filmowy.- Nie uwaliłem się jak prosię - przerwał jej Ortega. - Jestem trzeźwy i żądam wyjaśnień. Przynosisz mi wstyd. Wiesz, że Hamilton tylko czeka, żeby mi się noga powinęła, żeby... - urwał w połowie zdania. Tłuste podgardle falowało, a on robił się coraz bardziej czerwony.- Sama się lecz, wariatko! - huknął po chwili, gniotąc słuchawkę. Delikatny trzask oznajmił, że małżonka zakończyła rozmowę, jednak on był zbyt spięty, żeby zwracać uwagę na takie drobiazgi. - A ty jesteś starą krową!- Ale dlaczego, dyrektorze? - Głos analityka zdradzał wyraźne objawy paniki. - Ten błąd w ostatniej wersji to nie była moja wina.- A, Roger - żachnął się Ortega. - Nie, to nie do ciebie. Na czym stanęliśmy?- Pytałem, w co lubią się bawić pana dzieci, dyrektorze.- Ach, no tak. To tylko na parę minut. Zaraz powiem Janet, żeby znalazła jakąś piastunkę iodeślę je do domu.- Nie ma sprawy, szefie. Uwielbiam dzieci.- No więc ta młodsza, to Angelica. Lubi się bawić w dom. A ta starsza...- Ale dyrektorze, u mnie jest trzech chłopców.- Trzech chłopców? - Ortega uniósł brwi.- No tak. Mike mi ich przyprowadził.- To dlaczego chcesz mi za to płacić?- Bo twój szef nie zgodzi się.- Dlaczego?- Ta firma to nie to, co się wydaje.Janet uniosła brwi i znieruchomiała, ale po sekundzie opanowała się i podniosła słuchawkę.- Dzwonię, żeby powiedzieć, że one są bardzo inteligentne. To od razu widać.- To je zaadoptuj! - W prawym oku dyrektora pojawił się nerwowy tik. - Tylko nie informuj mnie już o tym. - Przerwał połączenie, wcisnął telefon do ładowarki, a później przeciągnął głową po rzednących włosach i położył nogi na biurku.- Ale ja się przecież nie kłócę, Janet. Proszę cię tylko, żebyś na razie nie łączyła.