Różne różniste ciekawe teksty


Idź do treści

Rozdzial 4

Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet, połącz mnie z żoną. W tej chwili!- Łączę, dyrektorze - Janet uśmiechała się.- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka? - Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.- Nie ma za co, Mark - odparła.- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.- Słucham?- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.- Jakie marzenie?- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.Uniosła z niedowierzaniem brwi.- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos. - Niech Mike się tym zajmie. Tylko nie wpuszczać mi do laboratorium żadnych opiekunów. Same bachory. Wychowawcy niech sobie wypiją kawę z ochroną.Janet podniosła się, ruszyła do wyjścia i przysunęło twarz do okna. Z szeroko otwartą buzią i przyciśniętym do szyby noskiem wyglądało jak słodkie niewiniątko. Pozostałe zaczęły z wprawą zdejmować pokrywy zabezpieczające komputerów i urządzeń peryferyjnych. Po wpięciu kilku wtyczek i połączeniu ich z przenośnymi padami, utkwili wzrok w płaskich ekranach. Palce spadały na klawisze, a w spokojnych oczach odbijał się potok sunących cyfr.- Masz kody? - zapytał siedzący po lewej.- Mam, ale nowy transputer. To Sirocco VXC.- Prześlij źródła do bazy. Niech przekompilują.- Poszło... - malec znieruchomił ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.- Janet, złotko - powiedział Ortega, gdy przekroczyła próg. - Co ty tam robiłaś?- Wyjmowałam lód z foremek - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.- Nie ma za co, Mark - odparła.- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.- Słucham?- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.- Jakie marzenie?- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.Uniosła z niedowierzaniem brwi.- Skąd to wszystko wiesz? - wpisała.- Dużo wiem oJanet. O innych mało. Na razie. Twój pamiętnik, Janet. Szyfruj go.- Kim jesteś? - wpisała, ale zdalny użytkownik rozłączył się, więc położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym w płaski ekran - ...i wróciło.- Dobrze. Załaduj. Ja czytam sektor za sektorem.- I jak?- Poszło. Dopisz źródła do wolnych. Później zmień tablicę alokacji.- Poznają.- To zmień tak, żeby nie poznali.- Już.- Sprawdzam... OK. Wyczyść logi.- Logi czyste.- No to finito. Czyścimy.Przywrócenie pracowni do stanu poprzedniego trwało mniej niż minutę. Drugą zajęło pochowanie urządzeń do hakingu i doprowadzenie garderoby do ładu. Gdy tylko zamki błyskawiczne zakryły nagie ciała, stojący przy szybie malec usiadł przy konsoli i trójka dzieci znów zaczęła bez zainteresowania grać w sieciową strzelankę. Taki też widok ukazał się oczom powracających z przerwy mężczyzn.- Gdzie jest Bergman? - zapytał, Tony przekraczając próg.- Chcemy wracać. - Siedzący najbliżej chłopca za rękę i ruszyła w stronę schodów. - To chodźmy Mark i cała reszta.Gdy zniknęli na półpiętrze, starszy z ochroniarzy klepnął w ramię kolegę.- Dziwne te dzieciaki, nie Stanley?- Co? - Strżnik odłożył papierową listę i popatrzył na kolegów. Potrząsnęli przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.- Ale co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców szarpał go za rękaw.- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.- Nic nie widzę, szefie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.- U mnie też czysto - potwierdził drugi i rozłożył ręce.- Siku. - Jeden z chłopców szarpał go za rękaw.- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.- Nic nie widzę, szefie - powiedział Ortega, gdy przekroczyła próg. - Co ty tam robiłaś?- Wyjmowałam lód z foremek - odpowiedział piskliwy głosik. - Poproszę z mężem.- Chwileczkę. - Brodacz był wyraźnie podenerwowany. - Coś mi tu śmierdzi. Sprawdźcie, czy nie było jakiegoś włamu.Mężczyźni zasiedli za konsolami. Dłonie biegały po elastycznych płytkach padów, a oczy wprawnie przeglądały rzędy zapisów.- Nic nie widzę, szefie - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka? - Tak. Dziękujemy - odpowiedziała chłodno, stawiając tacę na biurku.- Ale ja się przecież nie kłócę, Janet. Proszę cię tylko, żebyś na razie nie łączyła. Po prostu powiedz im, że się zastanowię i oddzwonię. Aha i wpadnij do mnie. - Nie czekając na odpowiedź,przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później przeciągnął głową po rzednących włosach i położył nogi na biurku.- Lód? Czy to znaczy, że mała Janet znów będzie milusia? - Zaśmiał się, a potem, zgasił papierosa i ciężko podniósł się z fotela. Wysoki wzrost odwracał uwagę od wystającego brzucha. Okrążył biurko i zaszedł ją do tyłu. Brązowy płyn wypełnił jedną trzecią szklanki, gdy poczuła na karku przyspieszony oddech. Jedna ręka objęła jej piersi. Druga zaplątała się we włosach.- Pięknie pachniesz - szepnął prosto do ucha. - Ten zapach prześladuje mnie całymi dniami, Janet. Nawet nocami nie potrafię go zapomnieć.- Przestań, Jose. Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci miały ojca. Zrozumiesz to w końcu, czy nie?Głos po drugiej stronie, w miejscu oddzielonym od rudowłosej Janet nieodgadłą tajemnicą Sieci, siedział mistrz stanu w pisaniu na czas. Nie zwróciła na to uwagi. Otarła łzę wierzchem dłoni i położyła dłonie na padzie i zastygła ze wzrokiem utkwionym przed siebie. Z zadumy wyrwał ją dopiero dochodzący z plastikowej skrzynki głos.- Janet, złotko - powiedział Ortega. - Mam dziś ciężki dzień. Zrób nam po dużym drinku i przyjdź do mnie. Trzeba się jakoś odprężyć. Ocknęła się i przez jakiś czas kiwała głową, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się i zanim zrealizowała połączenie, sięgnęła po spinacz. Ortega nie widział tego. Pulchna dłoń bębniła nerwowo w nawoskowany blat.- Betty! - wrzasnął, gdy w słuchawce pojawił się znajomy głos. - Powiedz mi, kobieto, czy cię do reszty pogięło? Co ty wyprawiasz!? Zgoda, trochę się wczoraj poprztykaliśmy. To się zdarza, ale, do cholery, rzyprowadzanie dzieci do firmy, to nie jest jedyny sposób, żeby dzieci widywały ojca. Jestem po prostu zaharowany. Wiesz, że robię to dla was, więc przestań. Omówimy to w domu. Teraz mam naradę. Muszę kończyć. Pa.Krótki trzask oznajmił zakończenie rozmowy. Janet szybko wyjęa spinacz, schowała go do szuflady, a później podniosła tacę i ruszyła do gabinetu.- No nareszcie - powiedział blondyn w niebieskim swetrze.- U mnie też czysto - potwierdził doxer, a on popchnął chłopców w stronę wyjścia. Później przesunął kartą po czytniku, a na klawiaturze poniżej wpisał kod dostępu. Drzwi rozsunęły się i dzieci wyszły na zewnątrz. Z drugą grupą spotkały się przy śluzie wyjściowej, która otworzyła się po chwili z lekkim sykiem. Za progiem stał Mike.- To są te dzieciaki? - zapytał.- Nic, Roger. Masz tu trzy kałamarze. Pobaw się z nimi.- Co?- Co, co? Masz się zająć dziećmi i koniec.- Zwariowałeś?- Ja zwariowałem!? Pogadaj z Ortim. To jego pomysł. - Ale co ja mam z nimi robić?- A rób sobie co chcesz. Mnie to lata.- To dzieci Ortegi?- A bo ja wiem? - odparł Mike, a potem przymrużył jedno oko. - Wylądają podobnie, no nie? Zresztą, co będę ploty roznosił. Może go spytaj. No to się zmywam. Chodźcie, dzieciaki.Ruszyli dalej zostawiając Rogera z gębą rozdziawioną szeroko jak chłodzący się aligator. Zanim dotarli do końca, telefon Ortegi rozdzwonił się ponownie. Dyrektor zerknął na wyświetlacz i sięgnął po słuchawkę.- Dzwonię, żeby powiedzieć, że one są bardzo inteligentne. To od razu widać.- To je zaadoptuj! - W prawym oku dyrektora pojawił się nerwowy tik. - Tylko nie informuj mnie już o tym. - Przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później przeciągnął głową po rzednących włosach i położył nogi na biurku. - Wczoraj był odjechany dzień, ale dziś to już kompletnie wszystkim odwala od samego rana.Gdy zmęczony zarządzaniem Ortega ocierał czoło, w pomieszczeniu sekcji programowania systemowego Tony pochylił się nad listą gości i odhaczał odpowiednie pozycje.- Już są, panno Braxton - uśmiechnął się porozumiewawczo. - No, domyśl.Rudzielec przez chwilę tarmosił brodę, a później pokręcił przecząco głowami, więc znów przyłożył słuchawkę do ucha. - Dobra, Bergman, wracaj do firmy.- Ale co się stało?- Nie wiem. Jak będziesz na miejscu, to pogadamy. Teraz wracaj. - Do domu. - Dzieci ustawiły się przy wyjściu, a jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.Brodacz spojrzał w dół, zaklął pod nosem, a potem zadarł głowę.- JayPeg! Połącz się z Janet, Janet Braxtn, i powiedz, żeby podeszła do śluzy. Zaraz będą tam dzieci.- Przyjąłem - potwierdził drugi i rozłożył ręce.- Siku. - Jeden z chłopców znów pociągnął Tony'ego za sweter.- Dobrze, dobrze. - Rudy w pośpiechu wyciągnął komórkę. - Bergman! Co się z tobą dzieje? Miałeś pilnować tych dzieciaków.- No to co chcecie zobaczyć? - To. - Malec wskazał na konsolę.- Chcesz się pobawić?- Tak.- Dobrze, mały. Zaraz coś wymyślimy. - Podszedł do dziecka i usadził je na obrotowym krześle, anastępnie zablokował wejście do systemu i odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami.- Polecenie Ortegi, a skoro Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary. - Nieślubne? - Tony zniżył konspiracyjnie głos.- Ba! - Mike wzniósł do góry palec wskazujący, a potem zrobił w tył zwrot i odmaszerował.Gdy drzwi się zasunęły, manager znów przystąpił do skubania brody. Trwało to ponad pół minuty. Oczywiście trudno postronnemu obserwatorowi precyzyjnie określić, co działo się pod okrytą rudym włosem czaszką, w każdym razie efektem tych przemyśleń był kolejny telefon.- Co jest, Tony? - spytał Ortega, podnosząc słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Witam szefie - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet. Jeszcze jedno. Na dzisiaj kończę. Nikogo nie przyjmuję i nie łącz więcej telefonów. Żadnych. Rozumiesz? Zanim przyjdziesz, nalej mi burbona z wodą sodową. Może być bez lodu.- Bez lodu? - zdziwiła się.- Tak. Wystarczy, że ostatnio ty jesteś dla mnie jak lód.Siedząca za niewielkim biurkiem dziewczyna wzruszyła ramionami. - Może zadzwoń do Ortegi i powiedz mu o tym.- Zadzwoń, zadzwoń - mruknął pod nosem. - Sama sobie zadzwoń.- To co, zejdę po dzieciaki i przyprowadzę pod drzwi, OK?- OK, OK. - Mike machnął na odczepnego ręką, a ona ruszyła z powrotem. Po kilkunastu metrach trafiła na schody i trzymając się metalowej poręczy, zbiegła na parter. Zobaczyła ich od razu. Stali naprzeciw okrągłej recepcji. Wszyscy wyglądali prawie tak samo: granatowe kurtki z ortalionu były szczelnie dopięte pod szyją, a pomarańczowe kaptury zachodziły głęboko na oczy. Stary ochronarz przyglądał się im z zaciekawieniem, bo widoczne spod kapturów twarzyczki wydawały się bardzo blade i wychudzone. Drugi pochylił się nad jednym z dzieciaków.- No, jak to, szefie. Jestem w drodze do Kalispell.- Do Klispell?- No przecież sam mi pan kazał.- Ja? Kiedy?- No jak to, kiedy? Dziesięć minut temu. Nie pamięta pan?- Rozumiecie coś z tego? - Tony opuścił telefon na wysokość bioder i popatrzył na Mike'a z góry, ale ten również przybrał postawę imponującą.- Jakby cię zapraszał tam, gdzie mnie, to byś wiedział, że Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary. - Nieślubne? - Tony zniżył konspiracyjnie głos.- Ba! - Mike wzniósł do góry palec wskazujący, a potem zrobił w tył zwrot i odmaszerował.Gdy drzwi się zasunęły, manager znów przystąpił do skubania brody. Trwało to ponad pół minuty. Oczywiście trudno postronnemu obserwatorowi precyzyjnie określić, co działo się pod okrytą rudym włosem czaszką, w każdym razie efektem tych przemyśleń był kolejny telefon.- Co jest, Tony? - spytał Ortega, podnosząc słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Witam szefie - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet, połącz mnie z żoną. W tej chwili!- Łączę, dyrektorze - Janet uśmiechała się już bardzo szeroko.- Sam sobie zrób, dupku - powiedziała, wyraźnie akcentując każdy wyraz.---Pierwszy rozdział książki Eryka Algo "Nowy Gracz" Copyright (c) by Książka i Wiedza 2003Tu jest kontynuacja: http://www.erykalgo.com/popo1.htmobrze mogły być najcudniejszą obietnicą jak i zwiastować burzę. Jak to z kobietami.- Tak, kochanie. Tylko ty, ja i góry.- Pamiętam. Z rana będziesz łowił pstrągi, wieczorami zapijał pałę, a w nocy napruty jak bombowiec przykleisz się do "swojej małej Janet" i po szybkim numerku zaśniesz. Później będziesz już tylko chrapał do rana jak nażarty Grizzly. Tak przez jedno popołudnie i dwa pełne dni. W niedzielę wrócisz o żonki, a ja do pustego domu przy jeziorze.Ortega odstawił szklankę z głośnym stuknięciem i przez chwilę przypatrywał się jej w milczeniu. Później Janet wyciągnęła z kieszonki niewielką żółtą kartkę.- To co, mogę cię połączyć?- OK, ale najpierw usiądź mi na kolanach. - Po co?- Usiądź, to się dowiesz.- Jak usiądę to porozmawiasz z nimi, tak?Nie odpowiedziała.- Zupełnie nie mogę zrozumieć, co cię napadło. W Montanie jest tyle pięknych miejsc. Dlaczego sierociniec się uparł, żeby pokazać dzieciakom firmę softwarową? Co tu jest ciekawego do oglądania?Dopiła drinka, a później odłożyła pustą szklankę na blat, ale nie odezwała się ani słowem.- O to chodzi, tak? - nalegał Ortega.- Chodzi o to, że jesteś nieludzki. Dlaczego nie możesz zgodzić się na wizytę kilku dzieciaków? Czego ty się boisz? Że wyżłopią ci zapasy burbona? Nie bój się, będę ich broniła jak lwica.- To nie takie proste, Janet.

Kasyna internetowe - sale konferencyjne kaszuby - Leki ziołowe - Kredyt - kredyt inwestycyjny - zalesie - Programme zur Rechnungserstell - kredyty gotówkowe - Młociny - gry - Gry dla dzieci - The Two Towers - Odcinki BrzydUli - Serwis lotniczy - ebooki

Powrót do treści | Wróć do menu głównego