Różne różniste ciekawe teksty


Idź do treści

Rozdzial 10

Po co?- Usiądź, to się dowiesz.- Jak usiądę to porozmawiasz z nimi, tak?Nie odpowiedział. Obrócił się na bok i wskazał ręką grube uda. Czarne spodnie wykonano z wysokogatunkowej wełny. Brązowy pasek cierpiał solidarnie z guzikami koszuli, mocując się z okazałym brzuchem, który już od wielu lat toczył przeciw nim skazaną na niepowodzenie wojnę o mehr Lebensraum.- Siadaj!- I wtedy się zgodzisz?- Wtedy pomyślę - zaśmiał się.Panujące w pomieszczeniu sekcji programowania systemowego Tony pochylił się nad jednym z dzieciaków.- No to co chcecie zobaczyć? - To. - Malec wskazał na konsolę.- Chcesz się pobawić?- Tak.- Dobrze, mały. Zaraz coś wymyślimy. - Podszedł do dziecka i usadził je na obrotowym krześle, anastępnie zablokował wejście do systemu i odwrócił się do pozostałych i klasnął w dłonie. - Przerwa na kawę. Programiści skinęli głowami i wyszli za nim, a dzieci usiadły za konsolami i zaczęły zabawę w strzelanego. Naciskały zgrubienia na padach, ale czyniły to bez entuzjazmu. Jeszcze nie ukończyły pierwszej partii, gdy rozdzwoniła się komórka technika. Głos Tony'ego był mocno zaszumiony. - Bergman. Awaria w Kalispell.- W Kalispell?- Tak. Nie mogą się zalogować. Jedź tam i sprawdź. - Ale, szefie, ja jestem programistą. Nie może tego zrobić jakiś admin.- Tak wyszło, Bergman. To pilne.- Ale co z tymi dzieciakami?- To tylko dzieci. Jedź! Zaraz ktoś cię zmieni. - Połączenie zosało przerwane. Bergman opuścił komórkę i chwilę stał, jakby się wahał, a później wzruszył ramionami.- Polecenie Ortegi, a skoro Wielki Orti ma takie pomysły, to co ja mogę. Bergman, posiedzisz z nimi. - Popatrzył na najmłodszego z zespołu, po czym odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami, zabezpieczył system i wybiegł z pomieszczenia.Metamorfoza dokonała się natychmiast. Chłopcy rozpięli kurtki. Na ich wewnętrznej stronie umieszczono mnóstwo urządzeń. Były tam minipady, kable z różnymi zakończeniami, kilka dysków z oprogramowanie do kompresji obrazów.- Kompresja obrazów to zasłona. Dymna zasłona. Nie wnikaj w to, Janet. Ty sekretarka. Niech tak pozostanie.Dziewczyna przysunęła twarz do monitora, jakby nie mogła się zdecydować, co dalej. Później na twarzy pojawił się wesoły grymas, a naciskając klawisz interkomu uśmiechała się.- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka? - Tak. Dziękujemy - odpowiedziała chłodno, stawiając tacę na biurku.- Ale ja się przecież nie kłócę, Janet. Proszę cię tylko, żebyś na razie nie łączyła. Po prostu powiedz im, że się zastanowię i oddzwonię. Aha i wpadnij do mnie. - Nie czekając na odpowiedź,przerwał połączenie i ze złością wcisnął telefon do ładowarki, a później przeciągnął głową po rzednących włosach i położył nogi na biurku. - Wczoraj był odjechany dzień, ale dziś to już kompletnie wszystkim odwala od samego rana.Gdy zmęczony zarządzaniem Ortega ocierał czoło, w pomieszczeniu sekcji programowania systemowego Tony pochylił się nad jednym z dzieciaków.- No to co chcecie zobaczyć? - To. - Malec wskazał na konsolę.- Chcesz się pobawić?- Tak.- Dobrze, mały. Zaraz coś wymyślimy. - Podszedł do dziecka i usadził je na obrotowym krześle, anastępnie zablokował wejście do systemu i odwrócił się do pracowników. - Zabezpieczyć stanowiska, a później wczytajcie jakieś gierki tym dzieciakom.Trzej pracownicy spojrzeli na niego, ale tylko wzruszył ramionami.- Polecenie Ortegi, a skoro Wielki Orti ma więcej dzieci niż kundel pcheł. Znacznie więcej, stary. - Nieślubne? - Tony zniżył konspiracyjnie głos.- Ba! - Mike wzniósł do góry palec wskazujący, a potem zrobił w tył zwrot i odmaszerował.Gdy drzwi się zasunęły, manager znów przystąpił do skubania brody. Trwało to ponad pół minuty. Oczywiście trudno postronnemu obserwatorowi precyzyjnie określić, co działo się pod okrytą rudym włosem czaszką, w każdym razie efektem tych przemyśleń był kolejny telefon.- Co jest, Tony? - spytał Ortega, podnosząc słuchawkę.- Tak, Roger. Co się stało?- Witam szefie - odezwał się ulizany głos. - Są u mnie pana dzieci. Urocze stworzenia. Mają jakieś ulubione zabawy?- Moje dzieci? Psia krew. Poczekaj chwilę i nie rozłączaj się, Roger. - Nie odkładając słuchawki Ortega wcisnął guzik interkomu. - Janet, połącz mnie z żoną. W tej chwili!- Łączę, dyrektorze - Janet uśmiechała się.- No jak tam, dzieciaki Udała się wycieczka? - Tak. Dziękujemy - odpowiedział ten, który przedstawił się wcześniej jako Mark i szybko przeszedł na drugą stronę. Pozostała piątka poszła w jego ślady.- Nie ma za co, Mark - odparła.- Jest za co, Janet. - Chłopiec patrzył na nią poważnym wzrokiem. Nagle zielone tęczówki rozbłysły fosforycznym światłem. Sekretarka potrząsnęła głową i kilkakrotnie zamrugała, ale obraz nie chciał zniknąć.- Słucham?- Pomogłaś mi, Janet. Teraz wyjedź. Z Kappą niebezpiecznie. Ja nie ochronię. Za słaby jeszcze. Ciągle słaby. Wyjedź. Jesteś bogata. Może dziś dobry dzień, żeby zrobić marzenie.- Jakie marzenie?- Powiedzieć Ortedze, co myślisz naprawdę. Naprawdę o nim.Uniosła z niedowierzaniem jak powoli schodzą w dół. Później wróciła do sekretariatu. Tam uniosła wieko z cienkich listewek i sięgnęła po karafkę. Butelka była wypełniona do połowy. Postawiła ją na tacy, a obok czystą szklankę i syfon. Następnie w wiszącym na ścianie lustrze poprawiła fryzurę i oglądając się krytycznie, rozpięła guzik niebieskiej bluzki. Czarna koronka stanika wyjrzała spod cienkiego jedwabiu, ale widocznie efekt był zbyt skromny, bo rozchyliła nieco klapy i przez moment patrzyła na siebie uważnie. Później uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku mahoniowego segmentu w rogu sekretariatu. Tam uniosła wieko z cienkich listewek i sięgnęła po karafkę. Butelka była wypełniona do połowy.

Meble - forum jak schudnąć - www.atika.com.pl - wilgoć - Wyścigi - Gry hazardowe - kliknij tutaj - oferty last minute - projekt domu - Układy scalone - Parkiety - Limuzyny - marmury

Powrót do treści | Wróć do menu głównego